niedziela, 2 lutego 2020

Wpis pierwszy

"Nie wiem, który raz już próbuje wylać co czuje na komputer.
Notatki na bloga zbieram już dobry rok. Przez rok dzieje się źle, a ja nie mam odwagi podjąć żadnych radykalnych kroków.

Pierwsza notka powinna być chyba kilkoma słowami o mnie, a więc może coś napisze, a swoje przemyślenia dodam poźniej."

Pozwólcie, że na potrzeby będę po prostu żoną...
W tym roku kończę 26 lat.
Jestem mamą dwóch wspaniałych chłopców "starszy"-2 latka i " młodszy"- pół roku.
Jestem też żoną. Żoną jestem po raz drugi. Pierwsze małżeństwo zakończyło sie tak szybko, jak szybko się zaczęło. Totalnie nieistotny szczegół mojego życia. "Smarkaty" epizod.
Aktualnie moim mężęm jest obcokrajowiec- i co ważne, nie jest to obywatel Niemiec, gdzie mieszkam.
Totalnie inna bajka. Totalnie dwa różne światy, a może tylko to sobie tak tłumacze.


Poznaliśmy się dosłownie kilka dni po rozstaniu z mężem nr 1. Zupełnie nie byłam zainteresowana. Nie w głowie były mi nowe związki, ani faceci na raz. Chciałam być wolna, chciałam korzystać z życia, toć miałam dopiero 21 lat...
Poznałam go na imprezie, zupełnie go olewałam. Nie interesował mnie wgl. Pierwszego dnia nie zamieniliśmy nawet zdania sam na sam.
Kilka miesięcy później,impreza w tym samym miejscu. Był znowu. i Znowu mnie chciał.
Jako, że minęło już kilka miesięcy mojego singielskiego życia, pogadaliśmy. Wymieniliśmy się numerami i tyle.
Dla mnie to była totalna zabawa. Nie wiązałam z nim żadnej przyszłości. Ba ! ja nawet nie miałam zamiaru się z nim spotkać.
On, wręcz odwrotnie. Zapraszał mnie na kawe praktycznie codziennie. Minął miesiąc i w końcu odważyłam się z nim spotkać. Byłam bardzo ostrożna. Spotykaliśmy się kilka tygodni. Zupełnie normalnie. Trzymałam go bardzo na dystans.

Później kolejna impreza w tym samym miejscu, wtedy poszliśmy tam już razem i razem wyszliśmy...

Dalszych losów możecie się domyślać. Żyliśmy kilka miesięcy jak w bajce. Motyle w brzuchu, wspólne wypady, spacery.  Byliśmy młodzi, wolni, spragnieni życia. W miedzy czasie dostałam rozwód i zaszłam w ciąże.
Już wtedy popełniłam błąd. Gdybym miała dzisiejsze doświadczenia, uciekłabym jak najdalej.
Ale zostałam. Łudziłam się na normalne życie. Wmawiałam wręcz sobie, że to może być znak,że skoro nie wyszło mi z Polakiem, to może teraz się uda. Tym bardziej, że on tak pięknie mi mówil..

Pierwsze problemy wyszły już w ciąży. On chciał nadal żyć jak wcześniej. Ja totalnie zmieniłam tok myślenia. Nosiłam pod sercem DAR. Moje spełnienie marzeń.
Nie podobało mu się, że wymagam, zeby był ze mną. Żeby odłożył kolegów na dalszy tor. Chciałam być ważna.

Raz byliśmy na dnie, raz wysoko na fali. Raz było totalnie źle, gdzie miałam ochote sie spakować i uciec daleko. A za chwile nosił mnie na rękach.


Na początku ciąży stracił moje zaufanie w 30%. Przegrał nasze ostatnie pieniądze na automatach. Chciałam odejść, ale przysiągł mi na nas, że nigdy wiecej tego nie zrobi. Uwierzyłam.
Kilka miesięcy poźniej, złapałam go drugi raz na graniu. 30 m od naszego mieszkania. Poszłam wtedy w deszcz, z wielkim brzuchem. Bardzo mnie przepraszał. Cóż miałam zrobić w 9 miesiącu ciązy... wybaczyłam.

Niedługo kazał mi czekać na kolejną przykrą sytuację.
9 miesiąc ciązy, jakoś kilka dni przed terminem porodu...Pokłociliśmy się, wyszedł, wyłączył telefon.
Źle się poczułam, bardzo bolał mnie brzuch. Pierwsza ciąża, zero znajomych. Mieszkaliśmy blisko szpitala,wzięłam torbe i poszłam. Musiałam zostać na obserwacji. On, nadal nic nie wiedział. Napisałam do jego kolegi, że jestem w szpitalu.
Zjawił się po kilku godzinach. Ja, leżałam i ryczałam w poduszke. Nasze pierwsze dziecko .Tak wyczekane, tak chciane. a ja leże tu sama.
No oczywiscie wybaczyłam.

Szpital, porodówka. Rodzi się nasze pierwsze dziecko. Całą noc. Był ze mną,owszem. Ale spał. on spał, a ja przeżywałam te wszystkie bóle, strach sama...
Urodził się nasz syn. Była z nami cała rodzina, moi rodzice,babcia,wujek. Zabrakło tylko "tatusia". Spał. Poszedł do domu i spał. a wieczorem ? wieczorem poszedł do kolegów.

To są dopiero początkowe sytuacje.W kolejnych dniach opisze nasze dalsze, wspólne życie...


Brak komentarzy:

Prześlij komentarz