Wiem,że miałam pisać codziennie..
Ale natłok codzienności mnie przytłacza.
Przy starszaku nie ma szans odpalić laptopa, bo zaraz chce pisać z mama...
Stało się. Dużo się ostatino wydarzyło.
Oczywiście niezmiennie złe rzeczy. ale wydarzyło się przede wszystkim dużo dobrego...
02.03.20, po 4 wspólnych latach,a 6 ogółem Pan mąż zdobył pozwolenie na pobyt. Takie normalne. Z możliwościa wyjazdu za granice. Na reszcze...
No i od wczoraj jestem słomianą wdową. Poleciał sam. Doszliśmy wspólnie do wniosku, że po tak długim czasie to będzie najlepsza opcja.
Ciesze się. a z drugiej strony już teraz nie wiem co mnie czeka...
Ostatnio pisałam, o rozmowie o prace. Niestety. to nie było to co ja myślałam.
Ułożyłam sobie w głowie, że ogólne zajecia na recepcji, sprzątanie,podawanie napojów.
I po częsci miałam racje, ale do obowiązków należało jeszcze wykonywanie telefonów do interesantów, prezentowanie sprzętu nowym klientom. Po polsku możebym się tego nauczyła, po niemiecku nie czuje sie na siłach.
Także z pracy nici. Ale nie poddaje się. będę się rozglądać za czymś więcej
Opisy mojego życia codziennego. Troche taka terapia cierpiącej duszy. Nie dzieje się dobrze, a ja zbieram tu swoje myśli w jedną całość, po to, aby kiedy bede juz wystarczająco gotowa, łatwiej bylo podjąć decyzję.
niedziela, 8 marca 2020
wtorek, 25 lutego 2020
Wpis piąty
Dzieci wyzdrowiały. Pan mąż od 2 dni nie marudzi, że chce wyjść. No, dobra. Wczoraj był. Ale wrócił tak, jak obiecał.
Dziś dostałam miły telefon. Zaproszenie na rozmowę o pracę. Jutro zobaczymy co to dokładnie jest. Bardzo się ucieszylam. Pewność siebie skoczyła. Nareszcie coś o mnie. Nareszcie jakieś światełko w tunelu, że moge być jeszcze gdzieś potrzebna, nie tylko w domu.
Oczywiście mój entuzjazm zgasił pan i władca...
-codziennie 4h? I soboty? A gdzie to?
-Fitnessstudio.
-jak są tam faceci to zapomnij....
Co prawda to Studio dla kobiet, ale już sam ton rozmowy, no i zakazy bezsensowne...
Coraz bardziej nie chce z nim być. Coraz bardziej czuje sie przytłoczona, zgaszona, niedoceniana.
I tak, wiem. To jest toksyczny zwiazek. Wiem, że nie tak to powinno wyglądać. Wiem. Tylko, że mi brakuje siły. Brakuje mi pewności siebie.
Ale to kwestia czasu. Kiedys od siebie zawalczę.
Dziś dostałam miły telefon. Zaproszenie na rozmowę o pracę. Jutro zobaczymy co to dokładnie jest. Bardzo się ucieszylam. Pewność siebie skoczyła. Nareszcie coś o mnie. Nareszcie jakieś światełko w tunelu, że moge być jeszcze gdzieś potrzebna, nie tylko w domu.
Oczywiście mój entuzjazm zgasił pan i władca...
-codziennie 4h? I soboty? A gdzie to?
-Fitnessstudio.
-jak są tam faceci to zapomnij....
Co prawda to Studio dla kobiet, ale już sam ton rozmowy, no i zakazy bezsensowne...
Coraz bardziej nie chce z nim być. Coraz bardziej czuje sie przytłoczona, zgaszona, niedoceniana.
I tak, wiem. To jest toksyczny zwiazek. Wiem, że nie tak to powinno wyglądać. Wiem. Tylko, że mi brakuje siły. Brakuje mi pewności siebie.
Ale to kwestia czasu. Kiedys od siebie zawalczę.
piątek, 21 lutego 2020
Wpis czwarty
Dziś również, nie będzie pozytywnie. Swoją drogą, ciekawe czy kiedykolwiek naskrobie tu pozytywny post.
Dziś piątek. Gdzina 20.30. Siedze SAMA
Dzieci od tygodnia chorują. jak jednemu lepiej, to drugi gorzej.
Śpię z obydwoma od zeszłej soboty. W nocy 3-4 pobudki. Na syrop, na ogrzanie, na mleko.
Wstaje sama, król spi w salonie...
Przynajmniej kilka razy w tygodniu wychodzi niby na chwilę, po czym nie odbiera telefonu i wraca po kilku godzinach. Dobrze wie, że nie mam możliwości go sprawdzić...
Mnie bardzo to męczy.
Ciągle kłótnie o jego wychodzenie. I na prawdę chciałabym sie nie czepiać o to, chciałabym żeby od czasu do czasu wyszedł z kolegami.. Problem w tym, że on czasem, to chce spędzać z nami czas.... 😔
Dziś piątek. Gdzina 20.30. Siedze SAMA
Dzieci od tygodnia chorują. jak jednemu lepiej, to drugi gorzej.
Śpię z obydwoma od zeszłej soboty. W nocy 3-4 pobudki. Na syrop, na ogrzanie, na mleko.
Wstaje sama, król spi w salonie...
Przynajmniej kilka razy w tygodniu wychodzi niby na chwilę, po czym nie odbiera telefonu i wraca po kilku godzinach. Dobrze wie, że nie mam możliwości go sprawdzić...
Mnie bardzo to męczy.
Ciągle kłótnie o jego wychodzenie. I na prawdę chciałabym sie nie czepiać o to, chciałabym żeby od czasu do czasu wyszedł z kolegami.. Problem w tym, że on czasem, to chce spędzać z nami czas.... 😔
Wpis trzeci
Jestem. Nie zapomniałam, nie wypaliłam się...
Tylko czasem brakuje mi sił. Brakuje mi sił psychicznych i fizycznych.
Jestem naokrągło sama z dziećmi. W dzień, w nocy. W tygodniu, w weekendy.
Moje jedyne wyjścia, to wyjścia do sklepu. Bardzo często również z dziećmi lub którymś z nich.
Dziś poszłam sama. wyszłam z domu ok 11.10. Do godziny 12, odebrałam jakieś 5-6 połączeń...
Jest sobota.
Wstałam o 7. Zajęłam się dziećmi. Pana męża budziłam o 10 i o 10.30. Wstał łaskawie. Ubrałam się poszłam do sklepu. Jakieś 500-600 m od domu...On teszte dnia spędził na telefonicznej rozmowie z kolegą.
Wzięłam dzieci na drzemkę. Pomyślałam "pójdą spać, to spędzimy jakąś chwile razem". A on co ?
W momencie, w którym usypiałam dzieci w sypialni, ubrał się i napisał sms'a, ze musi coś załatwić... i wyszedł.
Reszte soboty spędziłam sama...
Tylko czasem brakuje mi sił. Brakuje mi sił psychicznych i fizycznych.
Jestem naokrągło sama z dziećmi. W dzień, w nocy. W tygodniu, w weekendy.
Moje jedyne wyjścia, to wyjścia do sklepu. Bardzo często również z dziećmi lub którymś z nich.
Dziś poszłam sama. wyszłam z domu ok 11.10. Do godziny 12, odebrałam jakieś 5-6 połączeń...
Jest sobota.
Wstałam o 7. Zajęłam się dziećmi. Pana męża budziłam o 10 i o 10.30. Wstał łaskawie. Ubrałam się poszłam do sklepu. Jakieś 500-600 m od domu...On teszte dnia spędził na telefonicznej rozmowie z kolegą.
Wzięłam dzieci na drzemkę. Pomyślałam "pójdą spać, to spędzimy jakąś chwile razem". A on co ?
W momencie, w którym usypiałam dzieci w sypialni, ubrał się i napisał sms'a, ze musi coś załatwić... i wyszedł.
Reszte soboty spędziłam sama...
poniedziałek, 3 lutego 2020
Wpis drugi
Dziś nie będzie wspomnień. Dziś będę pisać na bieżąco.
Zostało 8 dni, do dnia 'W'.
Dnia w którym być może, całe nasze życie legnie w gruzach.
Kiedy moja rodzina przestanie istnieć.
Pan mąż ma tylko kilka dni, na pokazanie swojej miłości. Na udowodnienie nam, że mu na nas zależy.
Niestety. Kolejny raz, to ja pokazuje swoją naiwność.
w skrócie..
Poszedł do sklepu. Powinno mu to zajać, nie wiem, 30 min ? godzine ?
Nie ma go 2.5h
Telefon milczy.
Odebrał.Odebrał video-rozmowe, ale raczej niechcąco.
Widać kawałek stołu, słychać śmiechy, rozmowy. I jakiś damski głos.
Wiem gdzie jest. To ta wiecznie niszcząca nas kawiarnia ? pub ? Posiedzisko.
Grał w karty. Kolejny raz spędza wieczór z kolegami, a nie z dziećmi.
Z jedej strony żałuję, że dzieciaki nie są starsze. Że nie rozumieją, nie pytają.
Nie musiałabym im w przyszłości tłumaczyć dlaczego jest tak, a nie inaczej.
A może, jak już będą wystarczająco "dorośli" pokaże im tego bloga ?
Mój dzień taki jak każdy inny. W nocy obsługa dzieci, rano pobudka z dziećmi. W dzień opieka, zabawa, gotowanie, sprzątanie.
Pan mąż wróci i będzie oczekiwał, że będę uśmiechnięta, zadowolona, chętna do poprzytulania się..
Oczywiście- mogłabym. I pewnie jeszcze jakiś czas temu tak by było. Ale nie dziś. Dziś już mi chyba nie zależy. Jestem obojętna. Jest mi przykro, wiadomo. Nikt w wieku 25 lat nie chciałby spędzać całych dni samemu. Nie mieć do kogo się odezwać,nie mieć z kim porozmawiać.
Śpiewanie "Pana ogórka" nie wystarczy do bycia kobietą,a nie tylko mamą.
Ale nic. Wierzę, że Bóg nad nami czuwa. Wierzę, że jeszcze przyjdą lepsze dni.
Zostało 8 dni, do dnia 'W'.
Dnia w którym być może, całe nasze życie legnie w gruzach.
Kiedy moja rodzina przestanie istnieć.
Pan mąż ma tylko kilka dni, na pokazanie swojej miłości. Na udowodnienie nam, że mu na nas zależy.
Niestety. Kolejny raz, to ja pokazuje swoją naiwność.
w skrócie..
Poszedł do sklepu. Powinno mu to zajać, nie wiem, 30 min ? godzine ?
Nie ma go 2.5h
Telefon milczy.
Odebrał.Odebrał video-rozmowe, ale raczej niechcąco.
Widać kawałek stołu, słychać śmiechy, rozmowy. I jakiś damski głos.
Wiem gdzie jest. To ta wiecznie niszcząca nas kawiarnia ? pub ? Posiedzisko.
Grał w karty. Kolejny raz spędza wieczór z kolegami, a nie z dziećmi.
Z jedej strony żałuję, że dzieciaki nie są starsze. Że nie rozumieją, nie pytają.
Nie musiałabym im w przyszłości tłumaczyć dlaczego jest tak, a nie inaczej.
A może, jak już będą wystarczająco "dorośli" pokaże im tego bloga ?
Mój dzień taki jak każdy inny. W nocy obsługa dzieci, rano pobudka z dziećmi. W dzień opieka, zabawa, gotowanie, sprzątanie.
Pan mąż wróci i będzie oczekiwał, że będę uśmiechnięta, zadowolona, chętna do poprzytulania się..
Oczywiście- mogłabym. I pewnie jeszcze jakiś czas temu tak by było. Ale nie dziś. Dziś już mi chyba nie zależy. Jestem obojętna. Jest mi przykro, wiadomo. Nikt w wieku 25 lat nie chciałby spędzać całych dni samemu. Nie mieć do kogo się odezwać,nie mieć z kim porozmawiać.
Śpiewanie "Pana ogórka" nie wystarczy do bycia kobietą,a nie tylko mamą.
Ale nic. Wierzę, że Bóg nad nami czuwa. Wierzę, że jeszcze przyjdą lepsze dni.
niedziela, 2 lutego 2020
Wpis pierwszy
"Nie wiem, który raz już próbuje wylać co czuje na komputer.
Notatki na bloga zbieram już dobry rok. Przez rok dzieje się źle, a ja nie mam odwagi podjąć żadnych radykalnych kroków.
Pierwsza notka powinna być chyba kilkoma słowami o mnie, a więc może coś napisze, a swoje przemyślenia dodam poźniej."
Pozwólcie, że na potrzeby będę po prostu żoną...
W tym roku kończę 26 lat.
Jestem mamą dwóch wspaniałych chłopców "starszy"-2 latka i " młodszy"- pół roku.
Jestem też żoną. Żoną jestem po raz drugi. Pierwsze małżeństwo zakończyło sie tak szybko, jak szybko się zaczęło. Totalnie nieistotny szczegół mojego życia. "Smarkaty" epizod.
Aktualnie moim mężęm jest obcokrajowiec- i co ważne, nie jest to obywatel Niemiec, gdzie mieszkam.
Totalnie inna bajka. Totalnie dwa różne światy, a może tylko to sobie tak tłumacze.
Poznaliśmy się dosłownie kilka dni po rozstaniu z mężem nr 1. Zupełnie nie byłam zainteresowana. Nie w głowie były mi nowe związki, ani faceci na raz. Chciałam być wolna, chciałam korzystać z życia, toć miałam dopiero 21 lat...
Poznałam go na imprezie, zupełnie go olewałam. Nie interesował mnie wgl. Pierwszego dnia nie zamieniliśmy nawet zdania sam na sam.
Kilka miesięcy później,impreza w tym samym miejscu. Był znowu. i Znowu mnie chciał.
Jako, że minęło już kilka miesięcy mojego singielskiego życia, pogadaliśmy. Wymieniliśmy się numerami i tyle.
Dla mnie to była totalna zabawa. Nie wiązałam z nim żadnej przyszłości. Ba ! ja nawet nie miałam zamiaru się z nim spotkać.
On, wręcz odwrotnie. Zapraszał mnie na kawe praktycznie codziennie. Minął miesiąc i w końcu odważyłam się z nim spotkać. Byłam bardzo ostrożna. Spotykaliśmy się kilka tygodni. Zupełnie normalnie. Trzymałam go bardzo na dystans.
Później kolejna impreza w tym samym miejscu, wtedy poszliśmy tam już razem i razem wyszliśmy...
Dalszych losów możecie się domyślać. Żyliśmy kilka miesięcy jak w bajce. Motyle w brzuchu, wspólne wypady, spacery. Byliśmy młodzi, wolni, spragnieni życia. W miedzy czasie dostałam rozwód i zaszłam w ciąże.
Już wtedy popełniłam błąd. Gdybym miała dzisiejsze doświadczenia, uciekłabym jak najdalej.
Ale zostałam. Łudziłam się na normalne życie. Wmawiałam wręcz sobie, że to może być znak,że skoro nie wyszło mi z Polakiem, to może teraz się uda. Tym bardziej, że on tak pięknie mi mówil..
Pierwsze problemy wyszły już w ciąży. On chciał nadal żyć jak wcześniej. Ja totalnie zmieniłam tok myślenia. Nosiłam pod sercem DAR. Moje spełnienie marzeń.
Nie podobało mu się, że wymagam, zeby był ze mną. Żeby odłożył kolegów na dalszy tor. Chciałam być ważna.
Raz byliśmy na dnie, raz wysoko na fali. Raz było totalnie źle, gdzie miałam ochote sie spakować i uciec daleko. A za chwile nosił mnie na rękach.
Na początku ciąży stracił moje zaufanie w 30%. Przegrał nasze ostatnie pieniądze na automatach. Chciałam odejść, ale przysiągł mi na nas, że nigdy wiecej tego nie zrobi. Uwierzyłam.
Kilka miesięcy poźniej, złapałam go drugi raz na graniu. 30 m od naszego mieszkania. Poszłam wtedy w deszcz, z wielkim brzuchem. Bardzo mnie przepraszał. Cóż miałam zrobić w 9 miesiącu ciązy... wybaczyłam.
Niedługo kazał mi czekać na kolejną przykrą sytuację.
9 miesiąc ciązy, jakoś kilka dni przed terminem porodu...Pokłociliśmy się, wyszedł, wyłączył telefon.
Źle się poczułam, bardzo bolał mnie brzuch. Pierwsza ciąża, zero znajomych. Mieszkaliśmy blisko szpitala,wzięłam torbe i poszłam. Musiałam zostać na obserwacji. On, nadal nic nie wiedział. Napisałam do jego kolegi, że jestem w szpitalu.
Zjawił się po kilku godzinach. Ja, leżałam i ryczałam w poduszke. Nasze pierwsze dziecko .Tak wyczekane, tak chciane. a ja leże tu sama.
No oczywiscie wybaczyłam.
Szpital, porodówka. Rodzi się nasze pierwsze dziecko. Całą noc. Był ze mną,owszem. Ale spał. on spał, a ja przeżywałam te wszystkie bóle, strach sama...
Urodził się nasz syn. Była z nami cała rodzina, moi rodzice,babcia,wujek. Zabrakło tylko "tatusia". Spał. Poszedł do domu i spał. a wieczorem ? wieczorem poszedł do kolegów.
To są dopiero początkowe sytuacje.W kolejnych dniach opisze nasze dalsze, wspólne życie...
Notatki na bloga zbieram już dobry rok. Przez rok dzieje się źle, a ja nie mam odwagi podjąć żadnych radykalnych kroków.
Pierwsza notka powinna być chyba kilkoma słowami o mnie, a więc może coś napisze, a swoje przemyślenia dodam poźniej."
Pozwólcie, że na potrzeby będę po prostu żoną...
W tym roku kończę 26 lat.
Jestem mamą dwóch wspaniałych chłopców "starszy"-2 latka i " młodszy"- pół roku.
Jestem też żoną. Żoną jestem po raz drugi. Pierwsze małżeństwo zakończyło sie tak szybko, jak szybko się zaczęło. Totalnie nieistotny szczegół mojego życia. "Smarkaty" epizod.
Aktualnie moim mężęm jest obcokrajowiec- i co ważne, nie jest to obywatel Niemiec, gdzie mieszkam.
Totalnie inna bajka. Totalnie dwa różne światy, a może tylko to sobie tak tłumacze.
Poznaliśmy się dosłownie kilka dni po rozstaniu z mężem nr 1. Zupełnie nie byłam zainteresowana. Nie w głowie były mi nowe związki, ani faceci na raz. Chciałam być wolna, chciałam korzystać z życia, toć miałam dopiero 21 lat...
Poznałam go na imprezie, zupełnie go olewałam. Nie interesował mnie wgl. Pierwszego dnia nie zamieniliśmy nawet zdania sam na sam.
Kilka miesięcy później,impreza w tym samym miejscu. Był znowu. i Znowu mnie chciał.
Jako, że minęło już kilka miesięcy mojego singielskiego życia, pogadaliśmy. Wymieniliśmy się numerami i tyle.
Dla mnie to była totalna zabawa. Nie wiązałam z nim żadnej przyszłości. Ba ! ja nawet nie miałam zamiaru się z nim spotkać.
On, wręcz odwrotnie. Zapraszał mnie na kawe praktycznie codziennie. Minął miesiąc i w końcu odważyłam się z nim spotkać. Byłam bardzo ostrożna. Spotykaliśmy się kilka tygodni. Zupełnie normalnie. Trzymałam go bardzo na dystans.
Później kolejna impreza w tym samym miejscu, wtedy poszliśmy tam już razem i razem wyszliśmy...
Dalszych losów możecie się domyślać. Żyliśmy kilka miesięcy jak w bajce. Motyle w brzuchu, wspólne wypady, spacery. Byliśmy młodzi, wolni, spragnieni życia. W miedzy czasie dostałam rozwód i zaszłam w ciąże.
Już wtedy popełniłam błąd. Gdybym miała dzisiejsze doświadczenia, uciekłabym jak najdalej.
Ale zostałam. Łudziłam się na normalne życie. Wmawiałam wręcz sobie, że to może być znak,że skoro nie wyszło mi z Polakiem, to może teraz się uda. Tym bardziej, że on tak pięknie mi mówil..
Pierwsze problemy wyszły już w ciąży. On chciał nadal żyć jak wcześniej. Ja totalnie zmieniłam tok myślenia. Nosiłam pod sercem DAR. Moje spełnienie marzeń.
Nie podobało mu się, że wymagam, zeby był ze mną. Żeby odłożył kolegów na dalszy tor. Chciałam być ważna.
Raz byliśmy na dnie, raz wysoko na fali. Raz było totalnie źle, gdzie miałam ochote sie spakować i uciec daleko. A za chwile nosił mnie na rękach.
Na początku ciąży stracił moje zaufanie w 30%. Przegrał nasze ostatnie pieniądze na automatach. Chciałam odejść, ale przysiągł mi na nas, że nigdy wiecej tego nie zrobi. Uwierzyłam.
Kilka miesięcy poźniej, złapałam go drugi raz na graniu. 30 m od naszego mieszkania. Poszłam wtedy w deszcz, z wielkim brzuchem. Bardzo mnie przepraszał. Cóż miałam zrobić w 9 miesiącu ciązy... wybaczyłam.
Niedługo kazał mi czekać na kolejną przykrą sytuację.
9 miesiąc ciązy, jakoś kilka dni przed terminem porodu...Pokłociliśmy się, wyszedł, wyłączył telefon.
Źle się poczułam, bardzo bolał mnie brzuch. Pierwsza ciąża, zero znajomych. Mieszkaliśmy blisko szpitala,wzięłam torbe i poszłam. Musiałam zostać na obserwacji. On, nadal nic nie wiedział. Napisałam do jego kolegi, że jestem w szpitalu.
Zjawił się po kilku godzinach. Ja, leżałam i ryczałam w poduszke. Nasze pierwsze dziecko .Tak wyczekane, tak chciane. a ja leże tu sama.
No oczywiscie wybaczyłam.
Szpital, porodówka. Rodzi się nasze pierwsze dziecko. Całą noc. Był ze mną,owszem. Ale spał. on spał, a ja przeżywałam te wszystkie bóle, strach sama...
Urodził się nasz syn. Była z nami cała rodzina, moi rodzice,babcia,wujek. Zabrakło tylko "tatusia". Spał. Poszedł do domu i spał. a wieczorem ? wieczorem poszedł do kolegów.
To są dopiero początkowe sytuacje.W kolejnych dniach opisze nasze dalsze, wspólne życie...
Subskrybuj:
Posty (Atom)