środa, 23 marca 2022

Wpis ósmy.

 W tym roku miałam już kilka prób ucieczki. 
on nie wyprowadzi się od nas. nie da nam żyć i rozejsć się w zgodzie.

on będzie kręcił, mącił. dlatego ja, staram się znaleść najlepsze wyjście z sytuacji. 

miesiąc temu starałam się wynieść 400 km stąd. nie udało się, bo mam długi. sama ukręciłam bat na siebie. Podpisywałam "nasze" wspólne umowy na siebie... bo przecież on nigdy nie mógł. Wierzyłam, jak głupia zreszta, w jego słowa, że będzie płacił... i oczywiscie nie płacił. wieczny problem.... no więc musze ponieść konsekwencje. ale pracuje nad tym.

Dziś, mimo tego, że między nami jest w miare dobrze. tzn. nie kłocimy się. nie mamy do siebie pretensji. zyjemy pod jednym dachem, ale jak rodzice. miedzy nami nie ma juz nic. od prawie 3 lat spię w drugim pokoju. a od kilku dobrych miesiecy, chodzę spać praktycznie równo z dziećmi i nie spędzam z nim wolnych wieczorów.... 

Dziś planuje cos wiekszego. ucieczke jeszcze dalej. jak najdalej od niego. musze tylko zasiegnac porady prawnej. 

trzymajcie za mnie kciuki. jestem obecnie w jednym z najciezszych okresów w swoim zyciu....  

wpis siódmy. po latach

łał
nie było mnie tu dwa lata...
zmieniło się bardzo duzo, ale też mało....


już teraz wiem, jaką decyzje powinnam podjąć juz dawno temu...a jednak nadal tu jestem. 

Pierwsza sytuacja, która w sumie podjela tą decyzje za mnie stala się już w kwietniu 2020.
To wtedy była u nas pierwsza interwencja policji. 
Czasowy zakaz powrotu do domu, pierwsze rozmowy z adwokatem.
niestety w marcu zaczał sie koronawirus. wszyscy nagle zaczeli się bać. i ja też. Bałam się wychodzić z dziećmi. Dzieci przedszkole zaczęły dopiero w sierpniu. Więc byłam z nimi zamknięta w domu. 
Nie wszystko dalo się załatwić przez telefon, bądź mailem... 

I poddałam sie,  niestety. Wrócił do domu i w sumie od tamtej pory trwa nasza walka....

Kolejna interwencja policji była już we wrzesniu i wtedy, w ciągu miesiąca powtórzyła się jeszcze 2 razy. 
Podczas tej interwencji zaczełam współpracować z pomocą rodzinie. ze wspaniała Panią, która mnie uratowała i wiem,że tylko dzięki niej, jestem tu gdzie jestem. 
Już dziś wiem, że uciekne. tylko czekam na impuls. na swój odwazny krok....


niedziela, 8 marca 2020

Wpis szósty

Wiem,że miałam pisać codziennie..
Ale natłok codzienności mnie przytłacza.
Przy starszaku nie ma szans odpalić laptopa, bo zaraz chce pisać z mama...

Stało się. Dużo się ostatino wydarzyło.
Oczywiście niezmiennie złe rzeczy. ale wydarzyło się przede wszystkim dużo dobrego...
02.03.20, po 4 wspólnych latach,a 6 ogółem Pan mąż zdobył pozwolenie na pobyt. Takie normalne. Z możliwościa wyjazdu za granice. Na reszcze...
No i od wczoraj jestem  słomianą wdową. Poleciał sam. Doszliśmy wspólnie do wniosku, że po tak długim czasie to będzie najlepsza opcja.
Ciesze się. a z drugiej strony już teraz nie wiem co mnie czeka...


Ostatnio pisałam, o rozmowie o prace. Niestety. to nie było to co ja myślałam.
Ułożyłam sobie w głowie, że ogólne zajecia na recepcji, sprzątanie,podawanie napojów.
I po częsci miałam racje, ale do obowiązków należało jeszcze wykonywanie telefonów do interesantów, prezentowanie sprzętu nowym klientom. Po polsku możebym się tego nauczyła, po niemiecku nie czuje sie na siłach.
Także z pracy nici. Ale nie poddaje się. będę się rozglądać za czymś więcej

wtorek, 25 lutego 2020

Wpis piąty

Dzieci wyzdrowiały. Pan mąż od 2 dni nie marudzi, że chce wyjść. No, dobra. Wczoraj był. Ale wrócił tak, jak obiecał.

Dziś dostałam miły telefon. Zaproszenie na rozmowę o pracę. Jutro zobaczymy co to dokładnie jest. Bardzo się ucieszylam. Pewność siebie skoczyła. Nareszcie coś o mnie. Nareszcie jakieś światełko w tunelu, że moge być jeszcze gdzieś potrzebna, nie tylko w domu.


Oczywiście mój entuzjazm zgasił pan i władca...
-codziennie 4h? I soboty?  A gdzie to?
-Fitnessstudio.
-jak są tam faceci to zapomnij....

Co prawda to Studio dla kobiet, ale już sam ton rozmowy, no i zakazy bezsensowne...
Coraz bardziej nie chce z nim być. Coraz bardziej czuje sie przytłoczona, zgaszona, niedoceniana.

I tak, wiem. To jest toksyczny zwiazek. Wiem, że nie tak to powinno wyglądać. Wiem. Tylko, że mi brakuje siły. Brakuje mi pewności siebie.
Ale to kwestia czasu. Kiedys od siebie zawalczę.

piątek, 21 lutego 2020

Wpis czwarty

Dziś również, nie będzie pozytywnie. Swoją drogą, ciekawe czy kiedykolwiek naskrobie tu pozytywny post.


Dziś piątek. Gdzina 20.30. Siedze SAMA

Dzieci od tygodnia chorują. jak jednemu lepiej, to drugi gorzej.
Śpię z obydwoma od zeszłej soboty. W nocy 3-4 pobudki. Na syrop, na ogrzanie, na mleko.
Wstaje sama, król spi w salonie...

Przynajmniej kilka razy w tygodniu wychodzi niby na chwilę, po czym nie odbiera telefonu i wraca po kilku godzinach. Dobrze wie, że nie mam możliwości go sprawdzić...
Mnie bardzo to męczy.
Ciągle kłótnie o jego wychodzenie. I na prawdę chciałabym sie nie czepiać o to, chciałabym żeby od czasu do czasu wyszedł z kolegami.. Problem w tym, że on czasem, to chce spędzać z nami czas.... 😔



Wpis trzeci

Jestem. Nie zapomniałam, nie wypaliłam się...
Tylko czasem brakuje mi sił. Brakuje mi sił psychicznych i fizycznych.
Jestem naokrągło sama z dziećmi. W dzień, w nocy. W tygodniu, w weekendy.
Moje jedyne wyjścia, to wyjścia do sklepu. Bardzo często również z dziećmi lub którymś z nich.
Dziś poszłam sama. wyszłam z domu ok 11.10. Do godziny 12, odebrałam jakieś 5-6 połączeń...

Jest sobota.
Wstałam o 7. Zajęłam się dziećmi. Pana męża budziłam o 10 i o 10.30. Wstał łaskawie. Ubrałam się poszłam do sklepu. Jakieś 500-600 m od domu...On teszte dnia spędził na telefonicznej rozmowie z kolegą.
Wzięłam dzieci na drzemkę. Pomyślałam "pójdą spać, to spędzimy jakąś chwile razem". A on co ?
W momencie, w którym usypiałam dzieci  w sypialni, ubrał się i napisał sms'a, ze musi coś załatwić... i wyszedł.
Reszte soboty spędziłam sama...

poniedziałek, 3 lutego 2020

Wpis drugi

Dziś nie będzie wspomnień. Dziś będę pisać na bieżąco.


Zostało 8 dni, do dnia 'W'.
Dnia w którym być może, całe nasze życie legnie w gruzach.
Kiedy moja rodzina przestanie istnieć.
Pan mąż ma tylko kilka dni, na pokazanie swojej miłości. Na udowodnienie nam, że mu na nas zależy.

Niestety. Kolejny raz, to ja pokazuje swoją naiwność.
w skrócie..
Poszedł do sklepu. Powinno mu to zajać, nie wiem, 30 min ? godzine ?
Nie ma go 2.5h
Telefon milczy.
Odebrał.Odebrał video-rozmowe, ale raczej niechcąco.
Widać kawałek stołu, słychać śmiechy, rozmowy. I jakiś damski głos.
Wiem gdzie jest. To ta wiecznie niszcząca nas kawiarnia ? pub ? Posiedzisko.
Grał w karty. Kolejny raz spędza wieczór z kolegami, a nie z dziećmi.


Z jedej strony żałuję, że dzieciaki nie są starsze. Że nie rozumieją, nie pytają.
Nie musiałabym im w przyszłości tłumaczyć dlaczego jest tak, a nie inaczej.
A może, jak już będą wystarczająco "dorośli" pokaże im tego bloga ?


Mój dzień taki jak każdy inny. W nocy obsługa dzieci, rano pobudka z dziećmi. W dzień opieka, zabawa, gotowanie, sprzątanie.

Pan mąż wróci i będzie oczekiwał, że będę uśmiechnięta, zadowolona, chętna do poprzytulania się..
Oczywiście- mogłabym. I pewnie jeszcze jakiś czas temu tak by było. Ale nie dziś. Dziś już mi chyba nie zależy. Jestem obojętna. Jest mi przykro, wiadomo. Nikt w wieku 25 lat nie chciałby spędzać całych dni samemu. Nie mieć do kogo się odezwać,nie mieć z kim porozmawiać.
Śpiewanie "Pana ogórka" nie wystarczy do bycia kobietą,a nie tylko mamą.

Ale nic. Wierzę, że Bóg nad nami czuwa. Wierzę, że jeszcze przyjdą lepsze dni.