W tym roku miałam już kilka prób ucieczki.
on nie wyprowadzi się od nas. nie da nam żyć i rozejsć się w zgodzie.
on będzie kręcił, mącił. dlatego ja, staram się znaleść najlepsze wyjście z sytuacji.
miesiąc temu starałam się wynieść 400 km stąd. nie udało się, bo mam długi. sama ukręciłam bat na siebie. Podpisywałam "nasze" wspólne umowy na siebie... bo przecież on nigdy nie mógł. Wierzyłam, jak głupia zreszta, w jego słowa, że będzie płacił... i oczywiscie nie płacił. wieczny problem.... no więc musze ponieść konsekwencje. ale pracuje nad tym.
Dziś, mimo tego, że między nami jest w miare dobrze. tzn. nie kłocimy się. nie mamy do siebie pretensji. zyjemy pod jednym dachem, ale jak rodzice. miedzy nami nie ma juz nic. od prawie 3 lat spię w drugim pokoju. a od kilku dobrych miesiecy, chodzę spać praktycznie równo z dziećmi i nie spędzam z nim wolnych wieczorów....
Dziś planuje cos wiekszego. ucieczke jeszcze dalej. jak najdalej od niego. musze tylko zasiegnac porady prawnej.
trzymajcie za mnie kciuki. jestem obecnie w jednym z najciezszych okresów w swoim zyciu....