poniedziałek, 3 lutego 2020

Wpis drugi

Dziś nie będzie wspomnień. Dziś będę pisać na bieżąco.


Zostało 8 dni, do dnia 'W'.
Dnia w którym być może, całe nasze życie legnie w gruzach.
Kiedy moja rodzina przestanie istnieć.
Pan mąż ma tylko kilka dni, na pokazanie swojej miłości. Na udowodnienie nam, że mu na nas zależy.

Niestety. Kolejny raz, to ja pokazuje swoją naiwność.
w skrócie..
Poszedł do sklepu. Powinno mu to zajać, nie wiem, 30 min ? godzine ?
Nie ma go 2.5h
Telefon milczy.
Odebrał.Odebrał video-rozmowe, ale raczej niechcąco.
Widać kawałek stołu, słychać śmiechy, rozmowy. I jakiś damski głos.
Wiem gdzie jest. To ta wiecznie niszcząca nas kawiarnia ? pub ? Posiedzisko.
Grał w karty. Kolejny raz spędza wieczór z kolegami, a nie z dziećmi.


Z jedej strony żałuję, że dzieciaki nie są starsze. Że nie rozumieją, nie pytają.
Nie musiałabym im w przyszłości tłumaczyć dlaczego jest tak, a nie inaczej.
A może, jak już będą wystarczająco "dorośli" pokaże im tego bloga ?


Mój dzień taki jak każdy inny. W nocy obsługa dzieci, rano pobudka z dziećmi. W dzień opieka, zabawa, gotowanie, sprzątanie.

Pan mąż wróci i będzie oczekiwał, że będę uśmiechnięta, zadowolona, chętna do poprzytulania się..
Oczywiście- mogłabym. I pewnie jeszcze jakiś czas temu tak by było. Ale nie dziś. Dziś już mi chyba nie zależy. Jestem obojętna. Jest mi przykro, wiadomo. Nikt w wieku 25 lat nie chciałby spędzać całych dni samemu. Nie mieć do kogo się odezwać,nie mieć z kim porozmawiać.
Śpiewanie "Pana ogórka" nie wystarczy do bycia kobietą,a nie tylko mamą.

Ale nic. Wierzę, że Bóg nad nami czuwa. Wierzę, że jeszcze przyjdą lepsze dni.

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz